Moja podróż dookoła świata

fot. Virgin.com

fot. Virgin.com

Często prosicie mnie, bym opisał jak to jest, gdy podróżuję dookoła świata. No cóż, kilka razy w roku wybieram się w długie podróże, które łączą wiele rzeczy, które w życiu kocham: zaangażowanie w zdobywanie pieniędzy na cele charytatywne oraz podniesienie świadomości społeczeństwa, rozwijanie Virgin oraz spotkania z załogą firmy, a także eksploracja naszego wspaniałego świata w towarzystwie rodziny i przyjaciół. Taki wyjazd trwa około dwóch-trzech tygodn, później zaś wracam do mojego domu na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, by się zrelaksować i naładować akumulatory przed dalszą ciężką pracą. Moje podróże są zawsze ekscytujące i intensywne, każda – jedyna w swoim rodzaju. Oto – w telegraficznym skrócie – mój ostatni taki wyjazd.

Z Nowego Jorku poleciałem do Paryża, by wystąpić tam na spotkaniu mającym na celu zebranie funduszy na rzecz Virgin Unite, i przedstawić swoją drogę jako przedsiębiorcy. Paryżanie stanowiący moją publiczność byli cudowni i pełni zaangażowania. Jak już pisałem, tragiczne ataki na miasto, które zdarzyły się niedługo po tym spotkaniu, zszokowały i głęboko mnie poruszyły. Z Paryża pojechałem do Evian-les-Bains na spotkanie The Elders, któremu przewodniczył Kofi Annan. Fascynujący był udział w dyskusji poruszającej tak wiele tematów – od możliwości wzrostu gospodarczego w Afryce po sposoby rozwiązania konfliktów, od uniwersalnej opieki medycznej po wciąż trwający kryzys związany z napływem uchodźców. Podczas spotkania przekazano również raport ze spotkania The Elders z prezydentem Putinem w Moskwie oraz wyrażono nasze wspólne przekonanie, że Rosja oraz Zachód powinny ściśle ze sobą współpracować.

fot. Virgin.com

fot. Virgin.com

Następnie miałem okazję skoczyć do Wielkiej Brytanii, by spędzić parę dobrych chwil z moją rodziną. Joan i ja uwielbiamy zajmować się trójką naszych wnucząt i bawić się z nimi, jak również spotykać się z Holly, Samem, Freddiem i Bellie. Cała trójka dzieciaków właśnie nauczyła się raczkować – błyskawicznie zmieniają się z niemowląt w rozkoszne maluchy. To był wspaniały dzień, zaś jego kulminacyjnym punktem była wyprawa na finał Pucharu Świata w rugby, który został rozegrany przez Australię i Nową Zelandię. Choć tak bardzo kocham Down Under, to po tym, jak zobaczyłem (dużo wcześniej), jak Wallabies rozwalają podczas rozgrywek Anglików, i poznawszy Richie’ego McCawa i wszystkich All Black podczas poprzedniego Pucharu Świata, byłem zachwycony, mogąc wiwatować na cześć zwycięstwa drużyny Kiwi. Życzę Richiemu wszystkiego najlepszego z okazji przejścia na emeryturę i cieszę się, że odchodzi, będąc w szczytowej formie. Jednocześnie jest mi bardzo smutno, gdyż dowiedziałem się o śmierci fantastycznego gracza rugby Jonaha Lomu; myślami jestem z jego rodziną.

Po jednodniowym pobycie w Zjednoczonym Królestwie przyszedł czas na wyprawę do San Francisco – chciałem tam sprawdzić parę firm z Valley zajmujących się ekscytującymi nowymi technologiami. Mimo, że był to bardzo wczesny niedzielny poranek, to porywające innowacyjne rozwiązania sprawiły, że oczy miałem szeroko otwarte. Wystąpiłem w kilku specjalnych nagraniach dla LinkedIn, spotkałem się z założycielem ekscytującego start-upu Ringiem, po czym nadszedł czas, bym całą swą uwagę skupił na kwestii zachowania bioróżnorodności oceanów. Wziąłem otóż udział w spotkaniu Ocean Elders, którego tematem była ochrona środowiska oceanicznego oraz żyjących w nim zwierząt i roślin. Następnie wraz z Mai Tai i Ocean Elders udałem się na Galę Oceanów. Wspaniale było spotkać tak wielu działaczy na rzecz ochrony środowiska oraz zaangażowanych w tę kwestię przedsiębiorców. Wieczór zakończył się przepięknym występem Jacksona Browne’a. To bardzo wygodna sprawa, gdy okazuje się, że jeden z naszych Ocean Elders jest jednym z najlepszych piosenkarzy i twórców piosenek na świecie!

fot. Virgin.com

fot. Virgin.com

Następnego ranka obudziłem się gotowy na dzień w całości wypełniony wywiadami, zdjęciami, tańcem i zabawą: nadeszła bowiem pora inauguracji najnowszej trasy linii Virgin America – Z San Francisco na Hawaje. Wziąłem więc głęboki wdech, wypiłem solidny łyk herbaty i rzuciłem się w wir zajęć. Byłem na inauguracji niemal wszystkich naszych tras i wiem, że moja obecność sprawia, iż w prasie ukazuje się potem mnóstwo artykułów na temat tego wydarzenia, a poza tym – że będzie niezły ubaw. Po niesamowitym otwarciu, na którym wystąpili miejscowi tancerze i piosenkarze, rozdawaliśmy bilety w terminalu lotniczym, po czym świętowaliśmy we wspaniałym plażowym lokalu AirBnB na Hawajach. Jestem pewny, że coraz więcej ludzi będzie ciężko pracować i intensywnie „hawajować” wraz z Virgin America.

Z Honolulu błyskawicznie przemieściłem się z powrotem do Europy, by w Mediolanie wziąć udział w wystąpieniu mającym na celu zebranie funduszy na dobre cele charytatywne. Otworzyłem tam również Virgin Active, spotkałem się z jego olśniewającą załogą i zabrałem wszystkich na obiad. Wziąłem również udział w kilku spotkaniach dotyczących Virgin Strive Challenge, które odbędzie się we Włoszech w przyszłym roku.

fot. Virgin.com

fot. Virgin.com

Stamtąd wyruszyłem do Kenii. Na lotnisku w Nairobi miałem spotkanie na temat wykorzystania w Afryce energii słonecznej. Jakiś czas wcześniej w tym roku byłem w Kenii z wizytą u prezydenta – rozmawialiśmy o zniesieniu cła na sprzęt solarny, co pomogłoby przeprowadzić w Kenii totalną solarną rewolucję – więcej na ten temat napiszę wkrótce. Następnie wraz z grupą przedsiębiorców żądnych wiedzy o Afryce i Virgin Unite  pojechaliśmy do naszego przepięknego rezerwatu ochrony przyrody Mahali Mzuri.

Pomysł kupna Mahali Mzuri narodził się w związku z ideą ochrony i wparcia Wielkiej Migracji Słoni – jednego z dziesięciu cudów świata natury. Rezerwat, jak również mieszkająca w nim społeczność Masajów, prosperują znakomicie – póki co pomysł odniósł zawrotny sukces. Spędziłem mnóstwo czasu, spotykając się z miejscową społecznością i pracując nad tym, w jaki jeszcze sposób możemy wesprzeć Masajów. Wymyśliłem loty balonem o świcie i spektakularne przejazdy po rezerwacie. Rezerwat pokazaliśmy wielu ekscytującym (i podekscytowanym!) przedsiębiorcom, zabierając ich na wycieczkę zwaną Connection Trip, czyli podróż więzi – wszystko to na rzecz Virgin Unite.

fot. Virgin.com

fot. Virgin.com

Stamtąd pojechaliśmy do Republiki Południowej Afryki na kolejną Podróż Więzi, która łączyła oglądanie przepięknej dzikiej natury rezerwatu Ulusaba ze spotkaniami z ludźmi zaangażowanymi w projekty  na rzecz tutejszej społeczności. Dzięki nam oraz fundacji Starkey Hearing pewna młoda dziewczyna po raz pierwszy w swoim życiu usłyszała dźwięki otaczającego ją świata – ta chwila zostanie ze mną do końca mojego życia. Byłem również niezwykle dumny, patrząc, jaką pracę wykonuje Virgin Unite w Bhubezi Health Clinic oraz wśród miejscowych ludzi.

Zostało jeszcze nieco czasu na to, by polecieć do Johannesburga i wystartować najnowszego Dreamlinera Virgin Atlantic, jak również zrobić niespodziankę uczestnikom inauguracyjnego lotu. Wspaniale jest przez tyle lat patrzeć na tak świetnie pracującą załogę. Polecieliśmy, potańczyliśmy, wylądowaliśmy, po czym udaliśmy się do Centrum Przedsiębiorczości Bransona, by doradzić związanym z nim przedsiębiorcom oraz wypróbować ich najnowsze produkty i przeanalizować nowe idee. Zanim skończył się dzień, zdążyłem jeszcze pojechać do Soweto, by otworzyć tam nowy Virgin Active Health Club. Atmosfera była wspaniała. Załoga Klubu stworzyła wyjątkowe miejsce, na korzystanie z którego każdy może sobie pozwolić; miejsce spotkań i uprawiania sportu. Chodząc sobie po szczelnie wypełnionym ludźmi, tętniącym życiem klubie, wciąż myślałem o Nelsonie Mandeli. To właśnie on wiele lat temu poprosił mnie, bym pomógł stworzyć w Południowej Afryce kluby zdrowia, i myślę, że gdyby mógł zobaczyć, jak wiele osiągnęliśmy, byłby bardzo dumny. Gdyby nie on, nie byłoby tu nas i nie świętowalibyśmy.

Zanim wyjechałem z Południowej Afryki, wpadłem do domu Johna Gnodde, CEO partnera Virgin Active, firmy Brait, na przepysznego grilla. Z południowej Afryki poleciałem do Nowego Jorku, wygłosić kolejną mowę na rzecz organizacji charytatywnej. Na Brytyjskie Wyspy Dziewicze wróciłem akurat w chwili, gdy na wyspie Moskito wykopywano nową sadzawkę, która przyciągnie jeszcze więcej dzikich zwierząt.

Podczas tej trzytygodniowej wyprawy zebraliśmy ponad 2 mln USD na cele charytatywne, spotkaliśmy się z mnóstwem ludzi, którym przekazaliśmy użyteczne idee i koncepcje, a także mieliśmy mnóstwo świetnej zabawy – nie mówiąc już o niezliczonych filiżankach herbaty, które wypiliśmy w drodze. Podróżowanie to jeden z najlepszych sposobów poznawania świata i samego siebie – jedno i drugie robiłem podczas tej właśnie trzytygodniowej podróży. Mam nadzieję, że podobała Wam się moja opowieść i że może któregoś dnia gdzieś na siebie wpadniemy.

Recent Posts

Leave a Comment

WordPress SEO fine-tune by Meta SEO Pack from Poradnik Webmastera
fot.Virgin.comfot. virgin.com